Panele winylowe robią się coraz popularniejsze i szczerze mówiąc – rozumiem to. Mają naprawdę sporo zalet, ale zanim pobiegniecie do sklepu z kartą w ręku, jest kilka rzeczy, na które koniecznie musicie zwrócić uwagę. Bo nie każdy panel winylowy to ten sam produkt i ta różnica potrafi kosztować.
Klasa ścieralności – nie pomijaj tego na etykiecie
Tak jak w zwykłych panelach laminowanych, tak i tutaj mamy klasy ścieralności. System jest prosty: pierwsza cyfra oznacza przeznaczenie – 2 to obiekty mieszkalne, 3 komercyjne, 4 przemysłowe. Druga cyfra mówi o intensywności użytkowania.
Klasa 21 nadaje się do sypialni i pokojów gościnnych, gdzie ruch jest umiarkowany. Klasa 22 to już salon, jadalnia, kuchnia„>kuchnia. Jeżeli planujecie panele na korytarz wejściowy albo klatkę schodową, patrzcie na klasę 23 lub wyżej. Kupując coś z półki „bo ładne i tanie”, a nie sprawdzając klasy – możecie się rozczarować już po roku.
Grubość warstwy użytkowej – tu tkwi diabeł
Uważam, że to jeden z najważniejszych parametrów, który większość ludzi kompletnie ignoruje. Warstwa użytkowa w panelach winylowych może wynosić 0,2 mm, 0,3 mm, 0,55 mm albo nawet 0,7 mm. I ta różnica jest kolosalna.
Wyobraźcie sobie hol wejściowy. Wchodzicie z butami, w podeszwach zostały kamyczki czy piasek. Przy warstwie 0,2 mm możecie bardzo szybko dojść do podkładu. Sam testowałem panel z warstwą 0,55 mm – piasek zostawia leciutkie ślady, szczególnie na ciemnych kolorach, ale to nie jest dramat. Przy cieńszej warstwie byłoby znacznie gorzej. Zawsze sprawdzajcie trzy rzeczy: grubość całkowitą panela, grubość warstwy użytkowej i antypoślizgowość.
Zalety, które naprawdę przekonują
Nie zamierzam udawać, że panele winylowe to zły pomysł – bo to nieprawda. Mają kilka cech, które sprawiają, iż stały się jednym z moich częstszych wyborów przy projektowaniu.
- Działają z ogrzewaniem podłogowym – duży plus.
- Można je układać w strefie mokrej, czyli w łazience – i to bez progów przez cały dom.
- Są wodoodporne – ale uwaga, przy złym montażu woda i tak może przeniknąć. W łazience zawsze zabezpieczajcie ścianę folią w płynie.
- Przyklejane nie stukają przy chodzeniu – to spora różnica komfortowa.
- Są antystatyczne i podobno łatwe w czyszczeniu.
- Można wymienić pojedynczą sztukę po latach – co jest naprawdę praktyczną sprawą.
Do tego wzorów i kolorów jest tyle, że spokojnie dopasujecie cokolwiek do swojego projektu – jasny dąb, ciemne drewno, beton, cokolwiek chcecie. Niektóre aranżacje wyglądają z pewnością bardzo przekonująco.
Wady, o których sprzedawca niekoniecznie powie
Pierwsza i moim zdaniem największa wada przy panelach klejonych: posadzka musi być idealna. Brzytwa. Żadnych nierówności, żadnych ubytków. To automatycznie podnosi koszt wykonania – wylewka samopoziomująca plus robocizna fachowca to dodatkowe pieniądze, których się nie spodziewacie kalkulując budżet na podłogę. Przy panelach na klik ten problem odpada, jednakże musicie dokupić podkład osobno albo wybrać panele z gotowym podkładem.
Druga wada – to sztuczny materiał. I nie ma co tego ukrywać. Naprawdę ładnie imituje drewno, struktura jest dobrze oddana, ale jeżeli postawicie obok naturalne drewno albo dobrej jakości panele – różnica jest. Dla niektórych to nie problem, dla innych – decydujący argument.
Trzecia sprawa, i ta jest dla mnie poważna: kupując panele bez certyfikatów, od niesprawdzonego producenta, nie macie pojęcia co oddychacie w swoim domu. To chemia. Złej jakości panele mogą emitować substancje, których tam nie chcecie. Zawsze sprawdzajcie certyfikaty – bez wyjątku.
Ile to kosztuje?
Na solidnej półce musicie się liczyć z ceną około 100 zł za m2. Jeżeli chcecie panel z gotowym podkładem – cena idzie w górę, okolice 130 zł za m2. Do tego dochodzi ewentualna wylewka i robocizna, jeżeli decydujecie się na wersję klejoną. Tanich zamienników jest na rynku zatrzęsienie, ale – jak już pisałem wyżej – klasa ścieralności i grubość warstwy użytkowej mają swoją cenę i nie warto na tym oszczędzać.
Test wytrzymałości – co naprawdę wytrzymają
Testowałem panel z warstwą ścieralną 0,55 mm. Na uderzenia – całkiem nieźle, nic nie widać nawet przy mocniejszym uderzeniu. Nóż już zostawia ryski – ale nikt raczej nie chodzi po podłodze nożem, więc to bardziej ciekawostka. Natomiast piasek i żwir w podeszwach butów – tu trzeba uważać. Na ciemnym kolorze widać delikatne ślady szorowania. Na jasnym mniej, ale powierzchnia też pracuje. Panele winylowe nie są niezniszczalne – są odporne na uderzenia, ale nie na ścierne działanie piasku. Wycieraczka przed drzwiami to nie luksus, to konieczność.
Podsumowując – panele winylowe to naprawdę dobry wybór, jeżeli wiecie co kupujecie. Klasa ścieralności, grubość warstwy użytkowej i certyfikaty to trzy rzeczy, które musicie sprawdzić zanim wyłożycie pieniądze. Bez tego możecie trafić na produkt, który rozczaruje Was szybciej niż myślicie. A co Wy sądzicie – mieliście już do czynienia z panelami winylowymi? Sprawdziły się u Was?
Planujesz remont lub urządzenie wnętrza? Zapraszam do przeglądania projektów i produktów na nethomeplus.com — znajdziesz tam gotowe projekty wnętrz w różnych stylach i przedziałach cenowych.